
Agnieszka Łada
(Rok publikacji: 2011)

Agnieszka Łada, Jacek Kucharczyk, Grzegorz Makowski, Filip Pazderski
(Rok publikacji: 2010)

Jacek Kucharczyk, Agnieszka Łada (red)
(Rok publikacji: 2010)

Aleksander Fuksiewicz, Agnieszka Łada
(Rok publikacji: 2009)

Melchior Szczepanik, Elżbieta Kaca, Agnieszka Łada
(Rok publikacji: 2009)
Blog
Data dodania: 2 lipca 2011, 21:47
Były koncerty, mnóstwo informacji w mediach, reklamy w TV, przemówienia. Słowa „Unia Europejska” padały co kilka minut. O polskiej polityce europejskiej i polskiej roli w Europie rozmawiali politycy, eksperci, dziennikarze, artyści. Panował prawdziwie podniosły i radosny nastrój. I już pojawiły się głosy, że „za dużo”, że „to przesada”, że „nie ma się z czego tak cieszyć”.
Głosy te nie tylko dziwiły, ale i niepokoiły lub wręcz irytowały. Ale od początku.
Polacy to europejscy entuzjaści
Polskie społeczeństwo jest jednym z najbardziej pozytywnie nastawionych do idei integracji europejskiej. Ponad trzy czwarte Polaków uznaje, że Polska zyskała na członkostwie w UE. Od lat zdecydowanie odbiegamy w tej ocenie od średniej europejskiej, wynoszącej nieco ponad połowę respondentów. Prawie dwie trzecie badanych twierdzi także, że członkostwo Polski w UE jest czymś dobrym (średnia UE to około połowa ankietowanych). Siedem lat po akcesji, akceptacja dla obecności Polski w strukturach Wspólnoty wynosi 82% ogółu badanych, przeciwników jest tylko 14 %.
Najnowsze sondaże dotyczące samej prezydencji pokazują zaś, że w maju dwie trzecie badanych Polaków wiedziało o przewodnictwie (CBOS), a w czerwcu tyle samo wierzyło, że Polska sobie poradzi z tym zadaniem (SMG/KRC na zlecenie Radia Zet).
Jednak poparcie i deklarowana wiedza o pewnych faktach związanych z integracją europejską nie oznacza, że Polacy się nią interesują lub rozumieją, jak działa Unia. Nie mówiąc już o poczuciu współodpowiedzialności za nią. Debata o polskiej wizji Unii Europejskiej w naszym kraju nie istnieje. Zainteresowanie oraz częstotliwość podejmowania tematów europejskich wysokie były w momencie wchodzenia do Wspólnoty, teraz spadają. A przecież to właśnie Unia wpływa – w większości przypadków jak najbardziej pozytywnie – na nasze codzienne życie. I wyniki sondaży pokazują, że jako Polacy zdajemy sobie z tego sprawę – ze zbudowanych za unijne pieniądze mostów, dopłat dla rolników, ułatwień dla przedsiębiorców, podróżowania bez kontroli granicznych. I właśnie to nasze zadowolenie, entuzjazm dla integracji należy podkreślać i traktować jako nasz kapitał w Europie. Mamy prawo się z nich cieszyć!
Tak, prezydencja jest powodem do radości
Tak, prezydencja jest realizacją marzeń wielu pokoleń, możliwości współdecydowania w sposób nawet większy niż dotychczas o losach Europy. Tak, prezydencja daje Polsce szansę pokazać się, jako dojrzały gracz na arenie europejskiej. Tak, prezydencja jest wynikiem wysiłków wielu rządów, które doprowadziły Polskę do UE. Tak, prezydencja pozwoli nam zaprezentować, że możemy też coś do Unii Europejskiej wnieść, a nie tylko z niej brać. Czy to nie są powody do radości?
Oczywiście, że przewodnictwo to nie wieczna zabawa
Oczywiście, prezydencja nie będzie sześcioma miesiącami euforii. Nie będzie łatwo. Wiele czynników będzie nam utrudniać realizowanie celów, oczekiwania są wysokie, a problemów w Unii wiele. Oczywiście, że objęcie prezydencji to żadna nasza zasługa – tak wynika z europejskiego grafiku – a o sukcesie będzie można dopiero mówić (oby!) za sześć miesięcy. Oczywiście, że przewodnictwo to nie koncerty, lecz ciężka praca w roli negocjatora i koordynatora głównie w Brukseli – praca dla większości obywateli Unii zupełnie niewidoczna. Oczywiście, że nie należy przesadzać z pompatycznością i euforią, bo one podnoszą jeszcze poprzeczkę, a jak nie do końca wiadomo, co prezydencja oznacza, potem można się rozczarować, że jej wyniki nie będą spektakularne.
Malkontent versus entuzjasta
Ale dlaczego się nie cieszyć? Dlaczego przynajmniej ten jeden (choć oby i więcej!) dzień nie poświęcić na mówieniu o Unii i Polsce w Europie? Argumenty, że to jest sztuczne, na pokaz, i jednorazowe, nie przemawiają do mnie szczególnie. Tylko jeżeli w takim dniu będziemy mówić dużo, to w pozostałe będziemy zajmować się tym też chociaż trochę. Albo odwrotnie - jak obywatel, który nie do końca orientuje się w sprawach europejskich ma się nimi zainteresowac, jeśli "gadające głowy w studio - dziennikarze czy profesorowie - bagatelizują sprawę, psioczą na znudzenie tematem i zniechęcają do jakiejkolwiek otwartości na informacje o Unii. A takiego zainteresowania i chęci poznania Europy nam w Polsce potrzeba!
Zwykle słychać narzekania, że kisimy się w naszych wewnętrznych problemach i braniu się za łby, że wyróżniamy się w Europie ogólnym pesymizmem. Tymczasem w podejściu do UE to inni są malkontentami.
Początek prezydencji był dniem, w którym podkreślano zasługi wszystkich opcji politycznych i pracę wszystkich Polaków na rzecz polskiego członkostwa w UE; dniem, w którym raz sprawy wewnętrzne zeszły na drugi plan i powiało radością. Radością nie z tego, że zmienimy kolosalnie Europę, ale z tego, że teraz możemy w niej być i ją współtworzyć – a właśnie tego wyrazem jest prezydencja. Więc dlaczego się tego dnia nie cieszyć i nie koncentrować wokół tego? A od poniedziałku do roboty – oby z naładowanymi tą pozytywną energią i radością akumulatorami :-)
Początek roku, po zakończeniu prezydencji, miał przynieść upragnione wytchnienie. Ale z [...]
„Gdyby miał się kierować tylko sercem, to w pierwszą podróż zagraniczną jako prezydent [...]



