
Agnieszka Łada
(Rok publikacji: 2011)

Agnieszka Łada, Jacek Kucharczyk, Grzegorz Makowski, Filip Pazderski
(Rok publikacji: 2010)

Jacek Kucharczyk, Agnieszka Łada (red)
(Rok publikacji: 2010)

Aleksander Fuksiewicz, Agnieszka Łada
(Rok publikacji: 2009)

Melchior Szczepanik, Elżbieta Kaca, Agnieszka Łada
(Rok publikacji: 2009)
Blog
Data dodania: 28 maja 2011, 08:30
W ostatnich dniach osoby śledzące przygotowania do Prezydencji mogły znaleźć wiele informacji o kontaktach rządu z posłami do Parlamentu Europejskiego. To ważny etap przygotowań – odpowiednio wczesne osobiste spotkania z czołowymi przedstawicielami tej instytucji bardzo pomagają współpracy podczas Przewodnictwa.
O konieczności kooperacji rządu sprawującego Prezydencję z Parlamentem Europejskim, którego rola po Traktacie z Lizbony bardzo wzrosła, pisaliśmy już wielokrotnie. Przewodnicząca Radzie UE Polska będzie musiała bowiem niejednokrotnie doprowadzać do porozumienia na linii Rada-Parlament. A w tym celu konieczne jest dobre orientowanie się w opiniach posłów oraz zaprezentowanie im odpowiednio wcześnie swoich planów. W ostatnich miesiącach ministrowie składali w związku z tym wizyty w PE. Kilka dni temu spotkania z szefami głównych grup politycznych rozpoczął natomiast Donald Tusk. Rozmawiał już z liderami Europejskiej Partii Ludowej (EPP), na czele z Josephem Daulem oraz z szefem grupy socjalistów Martinem Schulzem. W kolejnych tygodniach w Warszawie spodziewane są delegacje innych grup politycznych Parlamentu Europejskiego, m.in. przedstawicieli frakcji liberalnej oraz "Zielonych". Rozmowy toczą się oczywiście wokół priorytetów Prezydencji.
Wizyty w Polsce składają też kolejno przedstawiciele różnych komisji PE. Posłowie zajmujący się budżetem, kwestiami konstytucyjnymi, ochroną środowiska czy gospodarką spotykają się z zajmującymi się ich tematyką urzędnikami w ministerstwach i politykami. Interesujące są ich spostrzeżenia. Poza zapoznaniem się z priorytetami w danej dziedzinie, przedstawieniem własnych planów czy nawiązaniem kontaktów posłowie starają się (albo wychodzi im to przypadkiem) także lepiej zrozumieć polską politykę europejską oraz nasze polskie podejście do integracji europejskiej. Co ich zaskoczyło? W rozmowach sami przyznają, że wrażenie zrobił na nich Polski entuzjazm dla bycia w UE. Chęć i gotowość do działania, zadowolenie z integracji ugruntowują ich w przekonaniu, że Polska faktycznie ma szansę podczas Prezydencji coś dobrego zdziałać.
Miło słyszeć takie pozytywne opinie. Nam, przyzwyczajonym do wysokich słupków poparcia dla integracji (rokrocznie jesteśmy w czołówce tych zadowolonych społeczeństw), czasami umyka fakt, że wcale tak nie musi być wszędzie. Nie należy oczywiście wpadać w zbytnią dumę. Wręcz odwrotnie, trzeba poświęcić chwilę na refleksję, co zrobić, aby i w Polsce nastroje nie opadły, tak jak to się dzieje na Zachodzie Europy. I jednocześnie jak najczęściej wspominać zagranicznych odbiorcom, że Polacy są tacy proeuropejscy. To nasz atut, warto się nim chwalić.
Ale te pozytywne opinie włączają także dzwoneczek alarmowy. Dobre zdanie o przygotowaniach i możliwościach danej Prezydencji, jak już pisałam, wzmaga oczekiwania. A to na dłuższą metę nie pomaga – łatwiej bowiem o rozczarowania na końcu. Choć wzajemne poznawanie się oraz, jak się wydaje, zjednywanie posłów dla polskiej Prezydencji, ma jednak z pewnością skutek pozytywny. Bo przecież łatwiej jest działać na unijnej scenie znając partnerów, ich poglądy oraz mając ich życzliwość. Nawet gdy twarda polityka nie na życzliwości się opiera, to dobre relacje pomiędzy głównymi aktorami jej mogą tylko pomóc.
Początek roku, po zakończeniu prezydencji, miał przynieść upragnione wytchnienie. Ale z [...]
„Gdyby miał się kierować tylko sercem, to w pierwszą podróż zagraniczną jako prezydent [...]



